Triads Inc.

Happy Black Friday cz. IV (w głowie Rylian)

Na honor Shadowrunnera

Czterech facetów nie pomagało mi w skoncentrowaniu się na całości akcji. Trzymałam jednak spluwę dzielnie i starałam się, żeby nic mi czasem z ekscytacji nie zadrżało. I nagle wokół wybucha bijatyko-strzelanina. Ja zachowawczo przyjmuję postawę obronną, ale nie jestem aż taką cipką, żeby komuś ukradkowo nie dołożyć. Użyłam więc swojego Ultimaxa – i trafiłam. Poszła cała seria, a po niej druga! Bogowie, jaki to ma odrzut. Ledwo utrzymałam tę broń, unikając tym samym wprasowania się w ścianę. Potyczka nie trwała długo. W sumie głównie za sprawą Warforda, ale trudno się dziwić – budzi chłopak respekt.
NieSmiley musiał ściągnąć maskę. Okazało się, że to baba, elfka. Przedstawiła się nam jako Elanor Dito, korpokoleżanka naszego zleceniodawcy. Który najwyraźniej chciał nas wypchać. Aż mi żółć do gardła podeszła. To jest to, czego my, Shadowrunnerzy nie lubimy najbardziej. Pracodawców – oszustów. Jak już bierzesz zlecenia za kasę, to dobrze wiesz, że twój honor wymaga, abyś z roboty wywiązał się dobrze i żeby ci uczciwie zapłacono. Jak raz cie ktoś nabierze, zrobi to następny. Nie wolno sobie na to pozwolić, bo w tym świecie jest się wtedy po prostu w dupie.
Ale, jak mówi stare porzekadło: jak Kuba bogu, tak bóg Kubie, czy coś tam. Chociaż w tej sytuacji mogłabym też powiedzieć: jak góra nie przyjdzie do Mahometa, to Mahomet przyjdzie do góry. I taki też wykrystalizował się plan. Elanor była wcale nie głupia. Wiedziała, jak się targować. Miała teczkę z kasą dla nas – obiecała, że otworzy ją jak udupimy Smileya. Problem był tylko taki, że nie jesteśmy zabójcami… Postanowiłam więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu i przy okazji zarobić na obiecaną przez Elmersona kasę dla „ekipy ratunkowej”. Dowiedzieliśmy się, gdzie przebywa Smiley, zadzwoniliśmy do konkurencji powiedzieć, że wiemy, kto spalił ich magazyny i już mieliśmy udać się na dach pożyczyć lotnie, gdy w oko wpadła nam dziewczyna Jimmiego, nie wiadomo po jaką cholerę stojąca w wyprzedażowej kolejce. Głupi bałwan pewnie nie powiedział jej, że mamy dla niej chipy. A tępa pipa postanowiła postać sobie w kolejce w środku wojny korporacji. Też czasem odnosicie wrażenie, że wasi przyjaciele to idioci?
Na szczęście mamy White, która (też na szczęście) ma dużo więcej farta niż rozumu. Nie myśląc wiele wyskoczyła przez okno, przed samą ziemią udało jej się wrzucić zaklęcie lewitacji i zlądować przed kobietą naszego fixera. Z drugiej strony nadjeżdża Ark, który oczywiście musiał sprawdzić co u Kate (czy gdzie go tam leszy nosi). Udało się zapakować obie niewiasty bezpiecznie na motor, doprowadzić do budynku, a potem zaczęła się jazda. Elanor obiecała, że doprowadzi ją w bezpieczniejsze miejsce. My natomiast, na lotniach, udajemy się do miejsca, w którym ukrywa się nasz kochany Smiley.
Cały ten teren jest dość dziwny. Znajduje się na skrzyżowaniu wpływów dwóch gangów i w zasadzie nikt go nie rusza. Nuala z Elmersonem podpowiadają, że to przez ghule… Smiley jest naprawdę posrany, że ukrywa się w takiej zapomnianej przez bogów i ludzi dziurze.
Znajdujemy go wciśniętego w fotel w dużym, starym i śmierdzącym wilgocią salonie. Miłe jest to, że próbuje nam jednak zapłacić. Bierzemy więc. Nasz honor został uratowany. Chwilkę później zajeżdża kila wozów, z których wysiada z tuzin wykokszonych gości. Fajni, a jednak z doświadczenia wiem, że duża muskulatura nadzwyczaj często jest wprost proporcjonalna do wielkości mózgu i sprawności penisa. Cóż, może później Rylian…. Z bardzo eleganckiego wozu wysiada mały, chudy chińczyk. I już wiem, że on jest tu ważny. Po krótkiej, rytualnej wręcz u chińczyków pogawędce, wymieniam kwotę. Zgadza się bez zająknięcia. Udaję, że wcale a wcale mnie to nie dziwi. Nie, nie, klienci nie mają w zwyczaju się targować. I płacą gotówką – z góry. Prowadzę go do śmierdzącego salonu, gdzie Smiley spotyka swoje przeznaczenie.
I nie będzie już zabawnych reklam pasty do zębów. Szkoda – myślę. Ale im więcej alkoholu krąży w moich żyłach, tym jakoś mniej żałuję. Knajpa u Danniego pęka w szwach. Są wszyscy – nawet Ark pozwolił Kate zostać. White podpala drinki, Warford robi symulację tańca, z której Nuala zaśmiewa się do rozpuku, Dorian tłumaczy coś Elmersonowi, a ja zerkam kątem oka na syna Danniego, raz po raz napotykając jego potępieńcze spojrzenie. Życie potrafi być piękne.

Comments

g0trrI d00mka

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.