Triads Inc.

Mayhem in the Slums

Chipy, czosnek i wąpierze, czyli na tropie Firestorma.

Jesteśmy świeżutko po wizycie w klinice i konfrontacji ze znajomymi shadowrunnerami. Mamy implant z bankiem pamięci. Mamy też nagranie z kamer z kliniki i priorytetowo musimy je przejrzeć.

Nasz niezwykle utalentowany mag udziela pierwszej pomocy Arkowi (aczkolwiek z średnim skutkiem), a my wciskamy nosy w nagrania. Widzimy, jak jacyś goście wnoszą worek na zwłoki. Nie rusza się. W środku jest oczywiście Firestorm. Później pojawia się facet w kitlu i zaczyna operację, ewidentnie mającą na celu usunięcie implantu z głowy, a do budyku wpada nasza ulubiona wampirzyca Vivian i zaczyna się jazda. Jeden gość jakoś ląduje na ścianie, a drugi obrywa mieczem. Za nią idzie jeszcze trójka towarzyszy. Robi się dość mocno nieprzyjemnie… Kogoś rozrywa na kawałki, ktoś strzela, coś wybucha. Vivian wchodzi na salę operacyjną i radośnie przybija chirurga lampą do ściany. Cudownie. Dziwne, że tylko ja mam odruch wymiotny. Potem ta cholera poi Firestorma swoją krwią. On goi się zastraszającym tempie, a implant z głowy sobie leży. Co dziwne – Vivian go olewa. Ale Firestorma bierze ze sobą.
Wirus HMHVV jest słabo zbadany, ale myślimy, że Firestorm może być np. jeszcze nieprzytomny… Ponoć zdarzają się takie przypadki. Vivian nie przetrzymuje go też raczej wbrew woli.
Jedziemy więc do Franka Hobbsa. Zobaczymy, co powie. White natomiast wali focha, bo sobie ubzdurała, że teraz, zaraz jedziemy szukać Firestorma i na moje zdecydowane “nie” tupie nogą. Grożę, że obetnę jej porcje cukru (zawsze działa), a ona znika na trochę, żeby nam pokazać jaka jest naburmuszona i jak to wcale a wcale nic jej już nie obchodzi.
Hobbs czeka na nas a Arcade. Pokazuję mu chipa, a on mruży oczy w dziwny sposób i stwierdza jego oryginalność. Proponuję deal z odnalezieniem Firestorma za dodatkową opłatą, a facet nagle pada półmartwy! Data bomb, no tak… Nie da się samemu grzebać w chipie. Być może powinniśmy go uprzedzić. Sfoszony mag go stabilizuje i organizujemy dla niego pomoc medyczną wpada 4 uzbrojonych po zęby facetów. Goście z CrashCarta stają na wysokości zadania i zbrojnie go odbijają. Nieco nas to śmieszy, ale z drugiej strony zachęca mnie do przejrzenia ich oferty. Taki profesjonalny rescue team. Mhmmm :)
Jako, że trochę nie dostaliśmy kasy za to zlecenie próbujemy skontaktować się z resztą zespołu. Obdzwaniam ich po kolei. Umawiamy się w szpitalu, w którym leży Shadowaxe.
Niedługo później na szpitalnym parkingu mamy cały zespół. Shadowaxe schodzi w śmiesznej piżamce z kroprówką w ręce, a reszta podjeżdża super furami.
Ciekawe czy przebiją 111 tys.? Bo w sumie chcemy 2 razy tyle.
Po ciężkich negocjacjach staje na 200 tysiącach. Dodatkowym warunkiem jest, że Jones ma dopilnować tej umowy, być jej gwarantem. Cóż, skoro chcą mu smarować, niechaj to czynią, nam to zupełnie nie przeszkadza. Firestorm na chodzić, albo przynajmniej ma pracować mu mózg. Jeśli będzie martwy oddadzą nam chipa. Ale nie dadzą kasy. Taki deal.
Obdzwaniamy więc wszystkich możliwych znajomych, którzy mogą wiedzieć cokolwiek więcej na temat wirusa wampiryzmu. Mnie do głowy przychodzi Fitzpatrick i Jimmy. Poza tym chcę udać się na Bronx do Daniela, ugadać zasady naszego przyszłego współżycia. Nuala jedzie że mną, bo uważa, że umieszczanie dupy na Bronxie po nocy to nie najlepszy plan. Danielowi wynajmuję motel, opłacam pokój i jakoś się dogadujemy. Jimmy tymczasem załatwił spotkanie z ekspertem. Kochany paskuda!
Spotykamy się w Metamorfozie, na Upper East. Normalnie załatwilibyśmy to u Dannyego, ale w obliczu ostatniej konfrontacji z kolegami po fachu bałam się, że nasza malutka inwestygacja mogłaby przyciągnąć niepożądane zainteresowanie. Wybrałam więc Metamorfozę – bo jest dziwnym miejscem i jest blisko. Kiedy wchodzimy zastajemy oczywiście pusty lokal (idę o zakład, że z tym czynszem to pralnia pieniędzy).
Nasza wiedza o wampirach, zebrana z różbych źródeł, wygląda następująco: wiemy, że nie lubią światła i czosnku. Wiemy, że się regenerują, a specjalista, nasz Van Hellsing (którego wizyta kosztuje nas 5 tys., który zabił niemal dwie setki wampirów i który w ogóle jest uber super i oczywiście robi to z prywatnych pobudek) twierdzi, że są wrażliwe na drewno, światło, żywią się esencją, którą dostarczają przez krew, są szybkie, mądre i wiele z nich umie posługiwać się magią, zostawiają więc magiczny ślad. Lubią slumsy.
A ja bardzo chcę kupić sobie spory reflektor, przechodzę na dietę czosnkową, marzę o zamieszkaniu w strzeżonym apartamencie i z uporem maniaka szukam dla White amuletu, na który podejrzanie ochoczo wszyscy się składamy… Szukanie wampirów będzie, zaprawdę, bajeczne.

Comments

g0trrI g0trrI

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.