Triads Inc.

Happy Black Friday Cz. III

W magazynie na Rikker’s Island trwa strzelanina. Ekipa prowadzi nierówną wymianę ognia z ochroniarzami Lone Star (nierówną dla ochroniarzy). Po krótkiej chwili gliny-do-wynajęcia wycofują się na swoje umocnione pozycje przy promie. W tamtym miejscu Ark próbuje się przebić ale po chwili udaje mu się opanować rządzę krwi i wycofuje się do budynku.

Po znalezieniu sprzętu dla dziewczyny Jimmy’ego Mr.Elmerson postanowił poszperać w spisie towarów i udaje mu się znaleźć trzy skrzynie opisane jako „towar specjalnego przeznaczenia”. Są to skrzynie przystosowane do przewozu broni, oznakowane jako własność Shiawase. Dlaczego megakorporacja trzymałaby broń w magazynie korporacji handlowej? Ciekawe, zwłaszcza, że jeden z przedmiotów jest produkowany przez Ares Macrotechnologies. Ark niewiele myśląc wyciąga fanty z pudeł i zabiera je ze sobą.

Tymczasem na nabrzeżu Queens, rigger drużyny próbuje skombinować drogę ewakuacji. Po chwili udaje mu się ukraść motorówkę, razem z orkiem wskakują do niej ignorując krzyki właściciela, który właśnie zauważył, że jest okradany. Udaje im się w ostatniej chwili dotrzeć do wyspy i zabrać resztę kiedy nad wodą rozlegają się dźwięki wirników pojazdów oddziałów HTR. Drużyna odpływa zapewniając glinom dodatkową rozrywkę w postaci wielkiej eksplozji.

Z racji braku paliwa drużyna przeprawia się na brzeg Bronxu, zatapiają motorówkę i resztę drogi pokonują pieszo. Pomimo tego, że Lavanchy i Rylian uważają, że powinni iść w drugą stronę, Małomówna i White przekonują ich, że to głupi pomysł. Ich celem jest Centrum Wyprzedażowe MegaMart. Położone na obrzeżach Slumsów. Piesza podróż przez Slumsy trwa długo. Jednak grupa jest dobrze uzbrojona i gangi Klik postanawiają odpuścić.

Po około godzinie pojawiają się ślady cywilizacji, zaczyna też robić się tłoczno. Mag bojowy czuje potrzebę uzupełnienia zawartości cukru. Przesadnie słodka kawa i karmelizowany magią cukier nie znajduje jednak uznania w oczach reszty ekipy. White podąża za nimi naburmuszona. Ark postanawia wrócić do siebie aby sprawdzić swoją podopieczną.
Na miejscu jest tłum, kilkanaście tysięcy ludzi tłoczy się przed wejściem do Centrum Wyprzedażowego. Nad głowami ludzi krążą drony spryskujące tłum feromonami uspokajającymi. Wszędzie jest pełno ochroniarzy. Jedna z dron strażniczych skanuje Rylian i resztę ekipy, rozlega się syntetyczny głos „proszę za mną”. Grupa zostaje wyprowadzona z tłumu i już z łatwością podąża do budynku.

W środku jest cicho i spokojnie jak przed burzą. Winda zabiera całą drużynę na ostatnie piętro, znajduje się tam biuro, w którym czeka Mr. Smiley, albo ktoś kto tylko go udaje. Do takiego wniosku dochodzi Rylian i po chwili dochodzi do konfrontacji. White dostrzega jakiś ruch za plecami ich rozmówcy i próbuje go ogłuszyć. Rylian wyciąga pistolet i celuje w przebierańca, za jego plecami sześciu ochroniarzy wyłącza kamuflaż….

…..
INFORMACJA MG
…..
Uzyskane Osiągnięcia:
Cool_Guys.jpg

View
Happy Black Friday, cz. II: Zasada pierwsza - nie wkurwiajcie bojowego maga.

4095088660_9b7833ab76_z_zps361de340.jpg

Cholera dostałam! Czyżby zaklęcie puściło? Niemożliwe!
Spokojnie niedźwiadku, to nie pora na tracenie zimnej krwi. Nie rycz tak! Jeszcze możemy wyjść z tego na spokojnie.
Pamiętaj, to nie są zawodowi żołnierze, nie musimy zabijać tych ludzi.
Akcja jest w rozsypce, nie mogę teraz wpaść w szał… Niedźwiadku nie szarżuj, dlaczego się tak uśmiechasz, oni nie są naszym dzisiejszym obiadem.
Spokojnie, myśl White, myśl! Uspokój się, działy dzień jesteś zdenerwowana, nie możesz pozwolić sobie na wpadnięcie w szał bojowy, to nie jest dobry moment na mordercze zapędy! Gdzie ta elficka joga kiedy jest potrzebna?

O kurwa, strzelają znowu!

Wdech. Wydech.
Inferno
Wdech. Wydech.
Czerwona mgła zalewa mi oczy.

Tak! Czuję krążącą wokół mnie magię. Nie wiem czemu się zawsze bronię przed tym uczuciem.
Argh! Chcieliście ustrzelić maga? Niedoczekanie, wy skurwysyny. Nic mi nie możecie zrobić.
Mogę władać wszystkimi żywiołami, siłami nieba, ziemi i kosmosu o których wam się nawet nie śniło wy żałosne ludziki.
Odpieprzcie się ode mnie i od moich wspólników.
Mój niedźwiedziu trzeba im pokazać co to jest prawdziwy ogień.
Jak dobrze…
Ach, uwielbiam ciepło rozchodzące się po moich żyłach. Podnieśliście rękę na niewłaściwego dzisiaj już nie wrócicie do domu…

Jakieś 12 godzin wcześniej…

View
Happy Black Friday cz. II, Operacja chaos
27 listopada 2075

Jeden z Human Brotherhood jeszcze żył. Już nie długo! Ależ byłam wściekła. Te kurewskie psy są wszędzie!
Podeszłyśmy niego powoli, widziałam, że White też jest wściekła, ale znając ją chodziło zapewne bardziej o chędożenie i śliczną niewiastę u jej boku, niż o względy ideowe.
No to mamy jeńca – trochę się wykrwawia, ale może coś powie. Nadepnęłam butem na jego pierś.
– Gadaj skurwielu!
– No, właśnie, gadaj! – to już White.
Skurwiel chyba próbował nas opluć, a wyszło tak, że strużka śliny pomieszanej z krwią ściekła mu po brodzie. Zaiste, ciekawy widok. Facet podziurawiony jak dobre sitko, wykrwawia się, ślina wokół ust tworzy bąbelki, a White dostaje ataku furii. Zdecydowanie miała dziś za dużo kawy. Albo cukru. Albo obu. Moje przekonywanie nie na wiele się zdało, facet bełkotał, zdecydowałyśmy więc użyć magicznych talentów mojej towarzyszki i zajrzeć w jego mózg.
– Wy ścierwa! – wychrypiał – Jeszcze tylko miesiąc, tylko miesiąc, miesiąc! – zaniósł się strasznym śmiechem – Human Brotherhood i Humanis Policlub razem… Zmasakrują was.
Tego już chyba było za wiele. Z anielskim spokojem władowałam mu kulkę w łeb.

…………………………………………………………………………………………………………………………………………………….

Mój towarzysz zmył się wcześnie. Oprócz wiadomego incydentu, noc należało zaliczyć do bardzo udanych. Koło 11 zawitali na śniadanie członkowie całej naszej ekipy wypadowej: Ark, jak zawsze w podłym humorze (czyżby przez upojną noc spędzoną przy gaśnicach?!), Elmerson ze swoim deckiem, który tulił jakby było to dziecko, Dairine – spokojna i małomówna (ja tam wiem swoje – przebiegła z niej franca!), White na kacu, a także, przytomnie przeze mnie tu dziś ściągnięty, wielki jak góra troll Warlord (swoją drogą jeden z najbardziej kochanych i ugodowych członków naszej drużyny).
Wydawało się, że akcja jest przygotowana. Udało się nawet na ostatnią chwilę załatwić cywilny wóz strażacki od Jimmiego. Ma to, co prawda, swój koszt w postaci chipów AGD, ale tym zajmiemy się później. Albo wcale.
Rozdzieliliśmy się. White lewitowała, Ark nurkował, Di wlazła do skrzyni, a ja z Erichem i Warloredm, którzy wyglądali rewelacyjnie wyjściowo w strażackich kombinezonach, mieliśmy się dostać na wyspę drogą standardową – najpierw pierwsza kontrola, potem prom, potem druga kontrola, a potem bogowie miejcie nas w swojej opiece.
Z pierwszą kontrolą poszło jak z płatka. Wcisnęłam im, że jestem inspektorem, dokumenty też nie wydały się podejrzane. Wsiedliśmy na łódź. Na łodzi sami służbiści i ciężko było się z kimkolwiek dogadać… Myślałam, jak biedna Di poskładana w tej skrzyni musi cierpieć. Albo cierpnąć. W końcu nie ma tam specjalnej swobody ruchów. Ale inaczej nie mogliśmy jej zabrać. Jest całkiem ładna, ale wygląda trochę jak chodzące działo przeciwlotnicze…
Wysiedliśmy z łodzi. Ark miał planowo już podpływać, gdzieś nad nami zapewne wisiała White. Mój bełkot o szkoleniach BHP, o tym, jak to nie mam zamiaru sprawiać trudności, że kontrola rutynowa, przeplatany licznymi uśmiechami i potakiwaniami znowu trafił na podatny grunt. Wszystko byłoby ok, gdyby nie odzywający się wprost do ucha głos White.
– Rylian, to jest kurwa MAG!
– Ok, ok – posłałam wiadomość. – Mag, cudownie. Świetnie. Spróbuję go zbajerować.
– Zamknij oczy i myśl i Tir na nÓg – niemal słyszałam jak White się szczerzy.
– Dzięki, zawsze można na ciebie liczyć.

Warlord i Elmerson poszli na magazyn „sprawdzić gaśnice”. Ja, pełna złych przeczuć, udałam się do gabinetu głównodowodzącego maga. Choć w papierach nie wykrył nieprawidłowości to po paru minutach byłam niemal pewna, że się zorientował. Nic nie dawały nawet moje zawsze skuteczne triki z pokazywaniem dekoltu, ani nieco ochrypły, seksowny i kuszący głos. Ten facet bankowo był kosmitą. Albo kastratem. Albo homo. Mogę się o to założyć.
I wtedy dużo rzeczy wydarzyło się naraz: mag sięgnął pod biurko. ja zorientowałam się o sekundę za późno. Każdy nadęty szef dupek ma czerwony guzik! Usłyszałam głos Di przez Commlinka: „Wystaw go”. Udając niczego nieświadomą odsunęłam się nieco i w tej samej chwili mag wywrócił gałki oczne, a z jego czoła wypłynęła strużka krwi. Cholerna ninja, jak ona to robi, że zawsze trafia?
Na magazynie Warlord, nasz sierżant Detrytus, robił rozpierduchę, Erich plantował gaśnice, a ja, nie przejmując się dłużej martwym magiem dobrałam się do jego komputera szukając chipów AGD i innych ciekawych informacji. Nie do końca wiem, jak rozwijała się akcja na zewnątrz, ale na pewno przeszła w „Operację chaos”. Nagle łączącą nas sieć kominka przeszył krzyk – krzyk tak straszny, jakby kogoś ze skóry obdzierano. O kurwa! White! Niedźwiadku! Żyjesz?!

View
Happy Black Friday Cz. II

02:30 27 listopada 2075

Na zaśmieconej ulicy leżą 3 zdemolowane motocykle. Dwóch gangerów leży martwych, jeden z nich ciągle trzyma się lodowego sopla wystającego mu z klatki piersiowej. Jeden z członków Human Brotherhood ciągle żyje, kiedy White i Rylian podchodzą do niego wypluwa krew i charczy coś o tym, że wszyscy metaludzie dostaną za swoje, i to już w krótce. White siłą wdziera się do jego umysłu, gość jest mało ważnym pionkiem, wie tylko, że za miesiąc od dzisisiaj wydarzy się coś bardzo niedobrego dla metaludzi…

09:00 27 listopada 2075

Przygodni kochankowie Rylian i White zmyli się szybko i dyskretnie, pozostały po nich tylko miłe wspomnienia upojnej nocy oraz numery. Elfki doprowadziły się do porządku i rozpoczęły przygotowania. W okolicach 11:00 przybyła reszta ekipy oraz troll Warford, wcześniej nieobecny Adept Ciała. Rylian udało się, jeszcze w międzyczasie załatwić wana oznaczonego jako własność straży pożarnej NY. W zamian Jimmy poprosił i załatwienie kilku drobnych prezentów dla jego dziewczyny, orczyca lubi gotowanie i stoi w Kolejce MegaMart już od maja. Grupa rozdzieliła się i udała w kierunku nabrzeża Queens, w pobliżu Rikkers Island.

16:00 27 listopada 2075

Ark założył stroj do nurkowania i po zabezpieczeniu swojej broni zanurzył się w zimnych wodach East River. W tym czasie White obładowana torbami z materiałami wybuchowymi użył a swojej magii aby stać się niewidzialną i unieść w powietrze. W tym czasie małomówna elfka przekradła się do jednej ze skrzyń przenoszonych na prom, o dziwo w środku znalazła broń. Reszta ekipy dzięki dokumentom dostarczonym przez radnego Fitzpatricka oraz darowi przekonywania Rylian załadowała ciężarówkę na prom. Po poł godziny powolnej podróży wszyscy znaleźli się na Rikkers Island.

16:30 27 listopada 2075

Warford oraz Mr. Elmerson rozpoczęli wyładunek „gaśnic” i wymianę tych wcześniej zhackowanych przez Mr. Elmersona. W tym czasie Rylian udała się do biura porucznika Wilkinsa, który jak wykryła wcześniej White był magiem. Małomówna elfka przekradła się na wyższą pozycję tak aby mieć dobry widok na większość magazynu, w tym biuro. Ark zajął pozycję na zewnątrz, White umieściła dodatkowe ładunki na dachu magazynu. Tymczasem Rylian bezskutecznie próbowała uwieść porucznika zarządzającego ochroną placówki, jednocześnie paplając na temat szkoleń BHP. Facet musiał być wyjątkowo odporny na damskie wdzięki, albo preferował inną płeć. W każdym razie wytrzymał wystarczająco długo aby za pomocą zaklęcia wykryć kłamstwo Rylian. Uruchomił cichy alarm. Część jego ludzi wycofała się do wnętrza magazynu. Wtedy rozpętała się strzelanina. Małomówna przytomnie zastrzeliła maga, jednocześnie ratując skórę Rylian, White raniona przez jednego z gliniarzy, który przejrzał jej zaklęcie dostała szału i spopieliła sześciu kolesi. Warford był w swoim żywiole i rozpoczął radosną szarżę przez magazyn, taranując po drodze kartonowe pudła i plastikowe skrzynie tłukąc po drodze zaskoczonych korpo-gliniarzy. Hacker przytomnie ukrył się za filarem. Ark rozpoczął eksterminację ludzi na zewnątrz magazynu. Rylian rzuciła się do terminalu komputerowego aby znaleźć to o co prosił ją Jimmy.

16:35 27 listopada 2075

Gliniarze Lone Star wydają się otrząsać z szoku pierwszego ataku. Pewnie w krótce się przegrupują, ze swoich stanowisk pod dachem podrywają się drony. Do przybycia oddziału HTR pozostało 13 minut…..

View
Happy Black Friday: Notatki dr Vigo

Wyciąg z notatek dr ‘Vigo’
Dzień: 27 listopada
Pacjent: ‘Ark’

Pacjent przeniósł wizytę o dwa dni. Nie jest to dobry znak. Odmówił leczenie farmaceutycznego, więc obawiam się, że bez regularnych spotkań jego stan może się pogorszyć. Jednak, jak w przypadku wielu moich pacjentów zlecenia przychodzą zawsze nie w porę.
Nasze regularne spotkania rozpoczynają się od tego, że pacjent opowiada o swoich ostatnich dniach i robotach. Zapisuję te opowieści, aby móc poszukać w nich wskazówek dotyczących dokładnych parametrów psychiki. Jego przypadek jest niezwykle skomplikowany.
[FRAGMENT UTAJNIONY]
Pacjent przyszedł na spotkanie w lekko poddenerwowanym stanie. Jak się okazało jego współpracownice wdały się w pościg i walkę z członkami gangu Human Brotherhood na Bronxie. Jego stan był wynikiem tego, ze przed zbliżającą się ‘robotą’ nie powinny ściągać na siebie niepotrzebnej uwagi. Jednak oprócz tak logicznego powodu, wydaje się, że bardziej rozdrażnił go fakt, że on sam nie brał udziału w starciu. To odbyło się wczorajszej (26.11) nocy.
Pacjent opowiedział również o spotkaniu z p. Johnsonem. Choć z początku wydawało się to dość standardowym zleceniem, to wspólnie ustaliliśmy, że parę szczegółów wzbudza podejrzenia. Po pierwsze, nie pochodzi ono od stałego Fixera grupy. Tym razem dzwoniła Jojo zamiast Jimiego. Po drugie p. Johnson był bardzo rozpoznawalny: Pan Smiley, twarz korporacji MegaMart. Robota dotyczy zniszczenia magazynu Happy Bullseye Sales przed Czarnym Piątkiem. To też wzbudziło nasze podejrzenia. Czas na porządne przygotowanie takiej roboty powinien być koło dwóch-trzech tygodni. Parę dni, które dostali, sprawia, że robota będzie dość prymitywnie wykonana. Naszą hipotezą jest, że Jojo wcześniej podesłała inną grupę p. Johnsonowi. Albo tamci wpadli albo z jakiejś przyczyny wycofali się z roboty.
‘Buźka’ z jego grupy załatwiła od swojego znajomego polityka papiery na inspekcję systemów przeciwpożarowych. Pod tym pozorem grupa wniesie na teren magazyny nowe ‘gaśnice’ pełne ładunków wybuchowych. Jeśli ten plan zawiedzie, to czarodziejka ma być gotowa zrzucić dodatkowe ładunki na dach magazynu. Podłożenie i uzbrojenie bomb może wymagać stworzenia sytuacji zamieszania. Tym zajmie się ‘Ark’ i inni uliczni samuraje w grupie.
Ocena stanu psychicznego i emocjonalnego z naszego spotkania jest następująca:
[FRAGMENT UTAJNIONY]

View
Happy Black Friday: Fajerwerki, niedźwiedzie, motory

Po pierwsze nie szkodzić, ta zasada powinna zawsze przyświecać uzdrowicielowi. Szkoda, że nikt mi nie powiedział, że tyczyć się to powinno też samego lekarza. Powinnam przewidzieć, że mój eksperyment alchemiczny skończy się źle.
Odnotować – dodawanie piętnastu łyżeczek cukru do czterech kaw wypijanych pod rząd nie jest dobrą ideą. Gdzie wtedy byłeś? Choć, z drugiej strony taka kawa smakuje prawie tak samo dobrze jak whisky z Tír na nÓg. Ach, moja ojczyzna, do tych pól zielonych, barów zadymionych, szklanych domów – chciałabym kiedyś powrócić. Tak, wiem, że to na razie niemożliwe.

SKUP SIĘ! Gdzie ten cholerny commlink? Mhh… Pięknie gra. Posłuchaj tego krystalicznego jak jej skóra głosu. Maria Mercurial – dzisiaj nikt już tak pięknie nie potrafi komponować na gitarze klasycznej i śpiewać, teraz tylko wszyscy produkują ten cyber klubowy łomot. Nie zrozum mnie źle mój niedźwiadku, taka mocna basowa muzyka to idealne dopełnienie małego wybuchu czy pożaru… Hmm… Dawno niczego nie podpaliłam…

Dygresje na bok! Wczytano protokół skupienie pola walki. Obserwacja pierwsza – kończą się pieniądze. Obserwacja druga – tak długo dzwoniący telefon oznacza robotę. Obserwacja trzecia – telefon gra melodie, ale go nie widać. Rozwiązanie – włączyć elfie uszy, znaleźć telefon, odczarować, przyjąć robotę, nie pozwolić Rylianne odrzuć roboty z powodu zbyt niskiej stawki, wykonać, zainkasować pieniądze, połowę oddać sam – wiesz – komu, resztę przeznaczyć na drinki i może kupić książkę z tym fajnym zaklęciem.
I najważniejsze: ZAPAMIĘTAĆ! Nie ćwiczymy zaklęć na przyrządach telekomunikacyjnych. A zwłaszcza zaklęć niewidzialności.

Znalazłam! Głos Sophie jest jak zawsze połączeniem słodkości i ukrytej groźby. Tak jak myślałam dostaliśmy robotę, oby dało się coś podczas niej wysadzić. Godzina! No ona zwariowała, godzina, komunikacją, przez miasto, w godzinach szczytu, nie ma szans! Tak oczywiście, że będę na czas, obiecuje się zachowywać i nie podpalić niczego, ani nie grozić nikomu, tak, przytulać się też nie będę.

Uff… rozłączyła się. Ciekawe kto jeszcze będzie, stała ekipa, a może ktoś nowy? Muszę zacząć być milsza dla tego pół cyborga, nie rozumiem jak można sobie dać wkręcić kawałki metalu do ciała, ale każdemu jego porno. Pilnuj mnie niedźwiadku żebym znowu czegoś głupiego nie palnęła, zwłaszcza, że już niedługo może będziemy musieli zamieszkać u niego w garażu, słyszałam, że jest dość przestronny a w dodatku ma fajną córkę, która podobno nie jest jego córką. Pamiętasz, pokazywałam jej z Sophie jakie ciekawe rzeczy mogą się wydarzyć podczas pełni księżyca w poprzednim miesiącu. Szkoda tylko, że nie jest elfem.

No, to do autobusu. Widzisz! Potrafię wyciągać wnioski i nie próbuje ukraść kolejnego samochodu. Podpalanie zamka samochodowego to nie był najlepszy pomysł, no ale jak on się potem ładnie palił, pamiętasz? Następnym razem spróbuje go zamrozić.

Autobus się wlecze, Sophie będzie zła, ale przynajmniej mam czas zapleść warkoczę. Uwielbiam kolor swoich włosów, blond tak jasny, że w świetle księżyca wygląda jak biały, stąd też moja ksywka White. Tak wiem niedźwiadku, nie jest to szczyt wyrafinowania ale pasuje dobrze.
Warkoczę to podstawa w mojej pracy, czy próbowałeś kiedyś wsadzać jelita do środka człowieka z tak długimi włosami, jak moje? Nie śmiej się! O mało ze złości nie podpaliłam wtedy kantyny, a wiesz, że pułkownik Harunaer nie podzielał mojej fascynacji ogniem. Do dziś nie potrafię zrozumieć dlaczego zabronił mi uczyć się kuli ognia. Co to za mag bojowy, który nie potrafi rzucić ślicznego, ciepłego fireballa?
Ach, mówię do ciebie jak jakaś słodka idiotka, muszę pozbyć się nadmiaru cukru z krwiobiegu, bo znowu nikt nie będzie mnie traktował poważnie.

Jesteśmy na miejscu, popatrz, nie spóźniłam się aż tak bardzo. U Danny’ego czuję się jak w domu. Choć jestem w tym państwie największych korporacji dopiero pół roku, to właśnie w tym miejscu po raz pierwszy, po przybyciu do Stanów zjadłam normalny, ciepły posiłek.
Sophie znalazła mnie wtedy i o nic nie pytając zaprosiła właśnie do Danny’ego. Ciekawa czy była wstanie wyczuć moją magię? Wydaje się zupełnie niemagiczna, a jednak od czasu do czasu mam wrażenie, że wyczuwa coś więcej. Też to czujesz?

A propo’s naszej buźki, już tam siedzi i rozdaje wszystkim uśmiechy, witam się z nią jako pierwszą. Sophie jak zwykle się wyróżnia, jak ona to robi, że zawsze wygląda tak nienagannie? Nawet jak jesteśmy w środku strzelaniny to potrafi zarzucić włosami w seksowny sposób jakby była na planie sesji do Elf Vogue. Ach i znowu flirtuje z Danny’m J. Zdecyduj się kobieto, znaczy elfko! Take him or leave him!

O jest i Ark! Pamiętaj, nie mów nic na temat jego zabawek, wiesz jak mężczyźni są wrażliwi na tym punkcie. Chce zaprzedać duszę tym wszystkim świecącym, mrugającym kawałkom metalu to jego sprawa. No i trzeba pamiętać o garażu.

Zapamiętać – po robocie zaproponować Arkowi zakład – pojedynek magia, kontra technologia. Choć z drugiej strony widziałam go w walce i czasem jest tak szybki, że nawet moje elfie oczy za nim nie nadążają. Nie sądzę jednak żeby był szybszy od ognia… A nawet jeśli przegram to przynajmniej będzie trochę zabawy.

Jak zwykle w kącie siedzi Mr. Elmerson. Mówiłeś coś o ksywkach niedźwiadku? To pomyśl jakim trzeba być megalomanem żeby kazać do siebie mówić Mr? Ja nie każę do siebie mówić Uzdrowicielko, Czcigodna Magini Zaraz Cię Podpalę Jak Nie Zejdziesz Mi z Drogi White.
Aż dziwne, że tutaj przyszedł, myślałam, że znowu będzie zbyt zajęty w matrycy, robiąc Hermes wie co. Nigdy nie zrozumiem tej jego fascynacji matrycą, rządy cyferek, walki z nieistniejącymi przeciwnikami, po których muszę go po cichu składać do kupy. Jednak jego dane są zawsze bezbłędne i często wyprowadzały nas z kłopotów.

Ach, nie zauważyłabym naszego ninja asasyna. Też jest elfką, ale z nie chciałabym się z nią znaleźć sama w ciemnym zaułku. Zna się świetnie na swojej robocie, do tego stopnia jest zakamuflowana, że jeszcze nie poznałam jej imienia. Dlatego mówię do niej elf ninja, chyba ją to trochę denerwuje ale sama sobie winna, skoro jest taka tajna. Zresztą może lepiej nie wiedzieć czym się taki specjalista od cichej roboty zajmuję. Mimo swojej przeszłości mam jakiś kodeks honorowy i mogłybyśmy się nie zgodzić w wielu kwestiach.
Tak wiem niedźwiadku, że czasem go naginałam ale sam wiesz, że to nie z mojej winy znaleźliśmy się w tych sytuacjach i wiesz też czym skończyło się dla nas jego przestrzeganie.

To już wszyscy. Nie dość, że nie ma nikogo nowego to jeszcze brakuje kilku osób ze stałej ekipy.

Dobra. Spróbuję skupić się na tym co mówi nasz zleceniodawca. Cholera, skąd ja go znam? Widziałam go chyba w tridzie. A może w jakiejś wirtualnej reklamie? Niedźwiadku, odbieracie w astralu Oprah 3000? Zresztą nieważne, im mniej wiem o człowieku tym lepiej. W naszej branży zasada nie pytaj/nie opowiadaj jest bardzo cenna, muszę się jej kiedyś nauczyć.
Wczytać protokół akcja – nie, nie, jeszcze nic nie rozwalamy, na razie musimy pozyskać dane. Jednym słowem skup się na tym co się do ciebie mówi!

O! Mamy zlikwidować magazyn! Yey! Będę mogła wypróbować napalm. Mam nadzieje, że będziemy atakować o poranku.
Jak to on nie wie gdzie to jest? To my mamy wiedzieć? Na Hermesa! Ci amerykanie są niepoważni. Ech, znowu będę musiała zszywać Elmersona albo naszą ninja w zależności od tego czy informacji będziemy musieli szukać na ziemi czy w matrycy. A mój zapas w apteczce wykrusza się coraz bardziej. Może Art będzie mógł coś na to zaradzić.

Koniec spotkania. Mr Elmerson próbuje zdobyć informacje a ja staram się przekonać Sophie żeby pozwoliła mi ze sobą jechać na spotkanie z jej kontaktem. Och, ja już doskonale wiem, na czym te ich kontakty polegają. Jednak pan polityk zawsze dawał nam dobre dane, ale ona, Hermes mi świadkiem zawsze potrzebuje ochrony.

Udało się ją przekonać. Wychodzimy niedźwiadku. Widzę pusty wzrok Mr Elmersona, to znak, że podłączył się do swojej zabawki wartej 10 razy więcej niż wszystkie moje rzeczy. Aż dziwne, że nie boi zabierać się tego na miasto.

Wiatr we włosach. Podróżowanie motorem jest o wiele przyjemniejsze niż komunikacją. Elfy są nocnymi stworzeniami, dziadek opowiadał, że w trakcie Przebudzenia niektórzy myśleli, że elfy są jakąś wersją wampirów, nocnych stworów, które były motywem przewodnim filmowej rozrywki na początku naszego wieku.
Jak wiesz niedźwiadku, pełnia księżyca to mój najbardziej ulubiony czas w miesiącu. Zawsze dzieje się coś ciekawego, jeszcze do końca nie wydobrzałam po ostatniej pełni. Wiem co sobie myślisz, w tamtym dniu też była pełnia, ale takie wydarzenia jak sobotnia kolacja zacierają te wspomnienia. A mój gość i okazja była warta nadszarpnięcia budżetu i zakupu mięsa. Nie rozumiem dlaczego większość elfów jest wegetarianami. Prawdziwe mięso jest pyszne!

PRZYPOMNIENIE – poprosić Elmersona o znalezienie ciekawych przepisów na następną pełnię.
Oj, niedźwiadku, wiesz, że nigdy nie wzięłabym do ust mięsa niedźwiedzi, dobrze pamiętam, że ten barbarzyński naród polował na Was jeszcze kilkanaście lat temu.

Jeszcze w temacie pełni, pamiętaj, że może być pożyteczna, w końcu finał sobotnich wydarzeń spowodował, że skończyłam opanowywać zaklęcie niewidzialności szybciej niż zamierzałam, a mam przeczucie, że może ona się przydać w nadchodzącej robocie.

Ach, za długo gadam do ciebie, nie zauważyłam, że zdążyliśmy dojechać już na Manhattan. Muszę przestać tak robić bo ludzie myślą, że gdzieś odpływam i ich lekceważę.
Mijamy właśnie siedzibę Sądu Korporacyjnego. Och, wielki Hermesie i ty równie wielki Niedźwiedziu chrońcie nas wszystkim przed tym, żebyśmy trafili tam pod prawdziwymi nazwiskami.
Tak niedźwiadku, wiem, że robisz wszystko co w twojej mocy, a ja jestem krnąbrną podopieczną, jednak te dwie czarne wieżę, które prawie sięgają gwiazd wyglądają bardzo złowrogo. Mam nadzieje, że nie wypowiedziałam tej modlitwy w złą godzinę.

Napiłabym się teraz kawy z cukrem…

Przejeżdżamy koło następnego wieżowca, mieści się w nim elegancki klub 99th. Ach, pamiętasz ten zakład z naszą asasynką komu dłużej uda się podglądać klientów tej restauracji? Na szczęście udało mi się dolewitować tylko do 80 piętra. Wiem niedźwiadku, że od początku uważałeś ten plan za idiotyczny, jednak nie lubię, kiedy nie mogę czegoś wykonać za pomocą magii.

Och, hamujemy, chyba na chwilę przysnęłam, da się przysnąć na motorze? Potrzebuje kawy! I cukru! Tak, kawa z cukrem, ambrozja dzisiejszego świata.
Przeprowadziłam kiedyś burzliwą dyskusje na ten temat z Dannym i jego synem. Oni uważali, że nie ma nic lepszego jak herbata. Okazało się, że butelki szkockiej whisky palą się tak samo dobrze jak nasze.

Wielki neon obwieszcza nam, że znaleźliśmy się przed miejscem o nazwie Broken Diode. Całkiem ironicznie. Sophie oczywiście omija kolejkę ludzi.
Wita nas wielki troll, zawsze jak patrzę na ich rogi czuję respekt pomieszany z fascynacją. Mój strój nie do końca wpisuje się w dress code lokalu(choć przynajmniej mam na sobie swój firmowy płaszcz) ale nie chce rzucać fashion na oczach tych wszystkich ludzi… metaludzi… mieszańców… Ach, ta poprawność polityczna w dzisiejszych czasach, coraz trudniej się w niej połapać.
Cieszę się, że uważasz, że wraca mi rozsądek.

Troll rozkazuje oddać broń, jak widać urok osobisty naszej buźki nie działa na wszystkich. Uśmiecham się słodko i oddaje swoje wysadzane szafirami sztylety, jedną z niewielu rzeczy, która została mi po poprzednim życiu.
Próbuje wejść, jednak niebieska ręka trolla łapię mnie za ramię. Jej! Niebieski troll. Słyszałam, że czasem występują w takim kolorze, ale nigdy żadnego nie widziałam.
Jak wiesz niedźwiadku odcienie błękitu są kolorami mojego domu rodzinnego.
A niech tam, oddam mu też moją małą tiffany. Podaję i mówię, że będzie mu pasować, ups chyba nie zrozumiał żartu. Zawsze przecież mam swoją magię. Sophie patrzy na mnie zdegustowana i zniecierpliwiona. Tak wiem, muszę lepiej zachowywać.

Wchodzimy do środka, uwielbiam energię takich miejsc, można w nich zapomnieć o wszystkim. Jeśli miałby przyjść następny koniec świata, to chciałabym się wtedy znajdować właśnie w klubie muzycznym.

Sophie pozdrawia różnych bywalców. Skąd ona zna tych wszystkich ludzi/metaludzi, a do cholery z poprawnie politycznymi nazwami.

Wchodzimy do loży, Sophie wdzięczy się do swojego „kontaktu”. Rzucam na niego okiem, jest to człowiek, starszy ale przystojny, jeśli oczywiście ktoś gustuje w pozbawionych skrupułów manipulantach. Typowy przedstawiciel władzy, troszczący się tylko o to żeby mieć jej więcej oraz żeby jego kontakty z kochankami nie ujrzały światła dziennego. Pewne rzeczy w Stanach się nie zmienią chyba nigdy.

Pytają nas o drinki, oczywiście whisky! Preferowanie taka jaką podają na dworze Ulster. Kelnerka oczywiście nie załapała referencji i patrzy na mnie z lekkim niesmakiem. Może powinnam zarządzać alkoholu, który podają w smoczych leżach Hestaby. W sumie to ciekawe jaką wodę udającą alkohol tam podają. Elfy czy nie, Tirtairngirczycy nigdy nie będą umieli pić tak jak my.

Sophie uprawia „small talk” z panem politykiem, który nadal się nie przedstawił. Oczywiście moja koleżanka elfka uznała, że wszyscy znają wszystkich tak samo dobrze jak ona i nie pomyślała żeby nas sobie przestawić. A może to celowe działanie? Kto jak kto, ale ona opanowała knucie i intrygi dużo lepiej niż kobiety i elfy razem wzięte.

Tak, tak – negocjacja ceny, nudy… Wymachuje z tyłu rękami żeby dała kolesiowi ile procent chce bo niektórzy z nas bardzo potrzebują pieniędzy. Nie rozumiem czemu ona tak lubi negocjacje, czasem przez to nie dostajemy roboty, a dla mnie teraz każdy grosz się liczy. Ja byłam zadowolona już z piętnastu tysięcy, które mieliśmy dostać na początku, wynegocjowane dwadzieścia są w mojej sytuacji marzeniem.

Mam wrażenie, że koleś próbuje nas oszukać. Też tak czujesz? Udaję, że już jestem lekko wstawiona i mimochodem podpalam drinka. Uwielbiam tę sztuczkę, nauczyłam jej się niedawno właśnie podczas tej kłótni z Danny’mi o której opowiadałam ci wcześniej. Koniec maskarady, jeśli polityk sprzeda nam fałszywe informacje i to jeszcze za siedem procent, czyli prawie dwa razy więcej niż bierze Jojo, to pokażę mu cudowne fajerwerki.

Ok, dogadali się. Możemy wychodzić. Przytulam się do kolesia, niech myśli, że jestem mu bardzo wdzięczna za przekazanie informacji, które zapewne już mamy zdobyte. Ech… I to za siedem procent! Ojej, chyba mu niewygodnie, bo próbuje się odsunąć, widzisz niedźwiadku zawsze dobrze zostawić po sobie niejednoznaczne wrażenie. Wariatom więcej uchodzi na sucho oraz są bardziej niebezpieczni.

Tak jak myślałam, Elmersonowi udało się zhakować pliki firmy i mamy lokalizacje magazynu; na szczęście informacje, które wyciągnęła Sophia się potwierdzają. Może zbyt surowo oceniłam jej kontakt, jednak wiesz dlaczego nie lubię ludzi tego typu.

Wychodzimy na zewnątrz, odbierając broń od trolla, uśmiecham się do niego zalotnie, tak jak mnie uczyła Sophie oraz podopieczna Arka – to był ciekawy babski wieczór… Pamiętaj żeby mnie trzepnąć jeśli będę się chciała wygadać przy Arku gdzie zabrałyśmy jego małoletnią córkę – nie córkę.
Wsadzam moją tiffany do torebki… A co tam, co mi szkodzi spróbować. Wyciągam wizytówkę ze swoim numerem w matriksie. Jest zdziwiony ale machinalnie odbiera ją ode mnie. Dodajmy do tego odrobinę pikanterii, pojawiający się na chwilę płonący pocałunek powoduje, że karteczka wypada z ręki zaskoczonego trolla, jednak widzę, że zaraz z lekkim trudem schyla się na ziemie i już z większym zainteresowaniem chowa ją do kieszeni. Widzisz, udało się! Może będziemy mieć następnego ciekawego gościa.

Wracamy do knajpy. Pozwalam sobie na odpalenie ognia z rury wydechowej, lubię w ten sposób ćwiczyć koncentracje. Tak wiem, że to niebezpieczne niedźwiadku ale czy kiedyś zdarzyło się żeby jakaś zabłąkana iskra wpadła do baku paliwa? To świetne ćwiczenie, a i Sophie lubi żartować wydając poważnym głosem komendę: „White, włączaj doładowanie”!

Popatrz na nich, jak zawsze siedzą w „naszej loży”, phi loży, zwykłym stoliku ale niech będzie. Sophie przekonała Danny’ego żeby przyznał nam odpowiednią miejscówkę bo to podobno niezbędne do pracy operacyjnej. Nie rozumiem tylko dlaczego akurat musieliśmy dostać stolik, nad którym wisi zdjęcie wybuchającego męskiego narządu, zawsze mnie ten obrazek lekko irytował.

No i oczywiście każdy zajmuje się swoimi sprawami. Zero ducha integracji w grupie. W sumie to od tych kilku miesięcy odkąd tutaj jestem nie mieliśmy się okazji spić ani lepiej poznać. Zawsze tylko odbieramy telefon, spotykamy się, planujemy, plan się pieprzy, wykonujemy robotę mimo wszystko, a potem uciekamy do swoich domów.
POSTANOWIENIE! Po tej robocie urządzę prawdziwą popijawę z Tir na nÓdzkim przytupem. Może nawet uda mi się poznać imię naszej asasynki.

O tak, plany! Słuchamy niedźwiadku, bo to ważne, planowanie akcji to 99 procent sukcesu jak mawiał pułkownik Harunaer, straszny był z niego formalista i zawsze bardzo się oburzał jak mu te plany nazwane każdą możliwą literką w alfabecie nie wychodziły.
„Jeśli rzeczywistość nie przystaje do planu, to znaczy, że zła jest zastana rzeczywistość a nie plan.”
Dobrze, że w naszej pracy nie trzeba aż tyle planować bo i tak wszystko bierze potem w łeb i najważniejsza jest improwizacja.

Pożar? Czy ktoś powiedział pożar? Tak uważam, że zrobienie pożaru to świetny pomysł! Nareszcie będę mogła wypróbować napalm na wielką skalę i fireballe. Tak, dużo fireballi, trzeba będzie uważać na wyczerpanie magiczne, ale widok pięknej łuny ognia jest wart kilku dni w łóżku, a’propos łóżka to trzeba by pojechać dzisiaj w miasto się zabawić, tak na dobrą wróżbę. Muszę to zaproponować dziewczynom i chłopakom w sumie też, niech się oderwą od swoich cybernetycznych zabawek na chwilę.

Co? Jak to nie wzniecany pożaru, bez sensu! Ja chce pożar. Ech, chyba zostałam przegłosowana. Nie rozumiem po co zastanawiać się nad tak skomplikowanymi planami, skoro można by tam po prostu wejść, podpalić wszystko i wyjść. No z tym wyjściem mógłby być problem ale na pewno dalibyśmy radę.

Sophie mówi coś o przepustkach od pana polityka, dobrze niech ona i ktoś jeszcze wejdą do środka a my zajmiemy się odwracaniem uwagi ochroniarzy. Najlepiej niech weźmie asasynkę do kompletu, ona nigdy nie traci zimnej krwi jak dzieje się coś nieprzewidywalnego, czyli praktycznie cały czas. Albo lepiej niech weźmie Elmersona, on sobie poradzi z różnymi czujnikami.

Ark proponuje żebyśmy w międzyczasie załatwili kilku ochroniarzy, jasne, damy radę odwrócić ich uwagę w wielkim stylu. W sumie najlepiej by było ich wyprowadzić na powierzchnie i ogłuszyć. W końcu mamy spalić tylko magazyn. Z drugiej strony wiedzieli na jaką robotę się piszą.
Tak pamiętam niedźwiadku o zasadach, sama przecież je wyznawałam i dlatego się odnaleźliśmy, ciekawe czy teraz tego żałujesz?
W każdym razie nie zabijam nikogo, kto nie chce zabić mnie albo ludzi w około. Prosty i skuteczny kompas moralny.

No, to mamy ustalone!
Ech, facetom się znowu coś nie podoba. Hermesie! Nigdy nie napiję się ten kawy z cukrem. Ciekawe jakby smakowała whisky z cukrem. I kawą.
ZAPAMIĘTAĆ – przeprowadzić eksperyment alchemiczny łączący,kawę, cukier i alkohol. Być może wymyśliłam właśnie nowy przebój wśród napojów!

Och, mam tego dość! Ile można gadać. Zawsze, gdzie ludzie nie mogą tam maga poślą. Do cholery, ja wam dostarczę te materiały.
O, pojawiłeś się niedźwiadku, nie kręć głową z politowaniem, to jest dobry plan. Słuchaj!

Dobra słuchajcie wszyscy, ponieważ umiem dwa fajne zaklęcie, mogę tam wzlecieć pod osłoną niewidzialności i wpuścić wam to przez kominy, nasz ekspert od wybuchów załatwi resztę, buźka będzie zagadywać pracowników, a Art z asasynką zrobią rozpierduchę jakby coś poszło nie tak.

Świetny plan, będę musiała tylko pilnować tego żeby się nie wydrenować, zaufać dopiero co nauczonemu zaklęciu niewidzialności i modlić się żeby nie mieli tam czujników magicznych. Co może pójść nie tak? Muszę tylko wymyślić sposób na podtrzymywanie dwóch zaklęć i rzucanie fireballi w tym samym momencie, bez spadnięcia z wyczerpania. Damy radę!

Widzę, że Art wymyślił plan zapasowy. Tak oczywiście wsadzenie kilogramów materiałów chemicznych do gaśnic, to świetny pomysł na pewno nikt się nie zorientuje. Jest to bardziej bezpieczne niż latający niewidzialny mag z walizkami.

Niech im będzie, chcą siedzieć i pakować gaśnice – ich sprawa. Ja chce się już tylko napić. Swoją drogą, to ciekawe, że akurat mężczyźni się zgłosili do tego zadania, czy nie kojarzy im się źle przeciskanie rzeczy przez otwory w cienkich rurkach?

A więc ustalone! Każdy do swoich zadań.

W końcu udaje mi się przekonać Sophie żebyśmy wybyły w miasto.
Jednak najpierw ciuchy! Dobrze, że nauczyłam się przemieniać swoje ubrania, w takich chwilach jak ta, ten czar jest niezastąpiony.
Hmm… Sophie i tak nie pobije, ale mogę wyglądać odrobinę bardziej „hot”. Płomienie ślizgające się po mojej małej czarnej powinny załatwić sprawę. No i przy okazji będę wiedziała kto jest chociaż trochę magiczny.

Ona chce jechać do modnych klubów ale po drodze jakiś głosik w naszych głowach szepcę żebyśmy poszukały ciekawszej miejscówki, kierujemy motor w stronę Bronxu. Trochę adrenaliny przed akcją jeszcze nikomu nie zaszkodziło. A poza tym niewiele jest takich miejsc, w których panuje prawdziwe zawieszenie broni i można znaleźć osoby każdej rasy, klasy i osobowości.

Nie rozumiem czemu ludzie tak uwielbiają te różne gry, pytałam Elmersona, ale uraczył mnie wtedy długim wykładem połączonym z potokiem niezrozumiałych wyrażeń. Na szczęście w Firestorm Arcade jest też duży parkiet i dobra muzyka.
Muszę nauczyć się zaglądać ludziom do głów tak żeby tego nie czuli, w takich miejscach mogłabym się dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy.

Dobrze niedźwiadku, zamknij oczy, twój mag udaję się na polowanie i to nie w stylu tych, które pochwalasz.
Zawsze powtarzano mi, że elf powinien umieć zachować się w każdej sytuacji, jesteśmy bardziej charyzmatyczni od zwykłych ludzi i powinniśmy mieć zawsze mocne wejścia.

No to czas na właśnie takie wejście.

Jak tam nasza flota niedźwiadku? Mogłoby być lepiej, jednak niedługo dostaniemy pieniądze z nadchodzącej roboty. To co? Whisky dla wszystkich! Barman patrzy na mnie z niedowierzaniem, ale wyciągnięty w jego stronę błękitny credstick rozwieje jego wahanie.

To teraz spróbuje swojej sztuczki na większą skalę, albo mnie zapamiętają albo stąd wyrzucą, zobaczymy.
Trzy, dwa, jeden, podpalamy! Ha! Udało się. Cała zamówiona kolejka płonie, a moi nowi znajomi są chyba zadowoleni z takiego obrotu sprawy.

O! Sophie już rozmawia z barmanem i widzę, że próbuje zdobyć jakieś informacje, to jest zboczenie zawodowe, powinno się to leczyć. Nie niedźwiadku, moje częste używanie magii to trening, a to co ona robi to mieszanie wszystkim ludziom w głowach. To nie to samo!

Potem się dowiem o co chodziło, chodźmy zapolować. A’propos ćwiczeń, skoro mam fruwać nad magazynem to muszę sprawdzić czy moje zdolności w tej dziedzinie nie zardzewiały. Do góry!

Od razu lepiej, stąd jest dużo lepszy widok. O, ten troll wygląda obiecująco, co prawda nie jest niebieski jak tamten ochroniarz, ale czerwień to też dobry kolor. Choć, z drugiej strony ta drobna elfka tańcząca w kącie też jest niczego sobie. Zapalę jej drinka, zobaczymy co się stanie…

Uśmiecha się. Dobry znak. Och, kręci mi się w głowie trochę od tej ognistej whisky, mogłam wcześniej wypić kawę. Mam pomysł! Przelewituję nad nią i zacznę tańczyć.

To mój ulubiony kawałek Concrete Dreams! Ktokolwiek prowadzi to miejsce ma świetny gust muzyczny. To na pewno dobra wróżba. Dobra White, czas zarzucić warkoczami.
Pytam ją o sukienkę, uśmiecha się tajemniczo i chyba widzi płomienie, dobra nasza niedźwiadku.

O, widzę, że Sophie też kogoś wyrwała, czas do domu.
Ups, nie pomyśleliśmy o transporcie, nie zmieścimy się wszyscy na jednym motorze.
Cholera, co robić? Przecież nie zawiozę jej do domu autobusem! Uff, na szczęście mała ma motor.
Jedziemy! Jej włosy tak ładnie pachną, ciekawe jakiego używa szamponu? Kurdę, co ja plotę?! Zdecydowanie za dużo dzisiaj wypiłam.
A to, co za cholera? Ktoś za nami jedzie? Wiedziałam, kurwa, wiedziałam, czułam, że niedługo zaatakują Sophie.
OCENA SYTUACJI – Jest ich tylko trójka. Dobrze. My mamy towarzyszy, którzy nie wiadomo czy potrafią walczyć. Niedobrze. Mamy swoją broń ze sobą. Dobrze. Nie mam rzuconego pancerza. Niedobrze. Nie ma z nami reszty drużyny. Też niedobrze. Widzę furię w postawię Rylian. Fatalnie… ale dla nich.

It’s showtime, niedźwiadku. Myślę, że twoja interwencja nie będzie potrzebna ale miej oko na sytuacje.
Najpierw ochrona osób, które wplątaliśmy w tę sytuacje. Widzę, że pasażer Sophie dobrze sobie radzi, zresztą wygląda na gangera, nic mu się nie powinno stać. Moja elfka coś mówi, cholera nie ma broni. W takim razie muszę skierować przygotowywany pancerz na nią. Trzymaj się mała! Kuli się w sobie ale na razie nie rozsypuje się.

Dziewczynę mi straszycie, skurwysyny! Skup się! Naprawdę mogłam tyle nie pić. Na szczęście mój trening jest jak zawsze niezawodny. Widzę, że podoba ci się gorąca kąpiel, uwielbiam to zaklęcie! Spokojnie niedźwiadku, to nie czas na wpadanie w szał, jeszcze nie teraz.

Sophie rozwala drugiego! Tak jest. Trzeci widzi co się dzieje i zwiewa. Nie dzisiaj ptaszku.
Dzisiaj nie bierzemy jeńców. Ani dzisiaj ani jutro ani nigdy. Nie po tym co opowiedziała mi Sophie na tym pamiętnym obiedzie u Danny’ego. To zresztą przesądziło sprawę dołączenia do naszej małej grupy popaprańców. Na pewno nie znam całej historii ale to co wiem wystarczy żebym nie pozwoliła wam odjechać stąd dzisiaj żywymi.

Skoro wam tak gorąco to może czas na ochłodzenie. Lodowa włócznia powinna załatwić sprawę. Na szczęście moja magia jak zawsze wtedy kiedy jest najbardziej potrzebna, nie zawodzi.

Ech, wystający lodowy szpic z klatki piersiowej to nie jest rodzaj sztuki nowoczesnej, który chciałabym pokazywać dziewczynie na pierwszej randce. Nie patrz głupia! Ach, te młode elfki, zawsze takie ciekawskie. I po co ci to było, mówiłam żebyś nie patrzyła. Jedźmy stąd.
Wiem niedźwiadku, co myślisz, ale nawet te wszystkie lata w wojsku nie powinny przyzwyczaić człowieka do takich widoków. A zwłaszcza uzdrowiciela. Pamiętaj, w momencie kiedy takie widoki zaczną mi sprawiać przyjemność, masz wszelkie prawo mnie zostawić. To nic, że im się należało, zabijanie nigdy nie powinno być łatwe.

Na dzisiaj chyba masz dość wrażeń, co? Do formalności wystąp! Muszę uważać żeby nikt nie widział zapalonych iskier, kiedyś przez te nasze rytuały wsadzą mnie do wariatkowa.

Pstryk!
O wielki niedźwiedziu, duchu opiekuńczy, przyjmij tę skromną ofiarę z uczestnictwa w życiu prostej magini i proszę chroń mnie oraz moich współpracowników w nadchodzącym zadaniu.

Formułkom stało się za dość, mam nadzieje,że ci się podobało, a teraz znikaj niedźwiadku, ja muszę jechać do domu uspokoić małą elfkę. Na szczęście mam na to całą noc.

View
Happy Black Friday: Me & Mr Smiley
Me & Mr Smiley

Dzwoni commlink. Niech przestanie… Proszę. Rozkleiłam jedno oko. Niech tylko nikt nie każe mi wstawać. Commlink dzwoni dalej. Czuję, że w głowie jeszcze mi szumi. Bywało lepiej. Gorzej w sumie też bywało. Rozklejam drugie oko. Odbiorę. Kurwa – klnę po polsku. System właśnie mnie pokonał.
Po drugiej stronie widzę kobietę. Przedstawia się jako Jojo. Orczyca na pierwszy rzut oka. Zawsze mnie dziwi, jak oni mogą wyraźnie mówić z zaawansowanym tyłozgryzem… Mówi, że jest od Jimmiego. Jimmy powinien zdecydowanie poinformować ją kiedy jest rano. Jimmy ma rogi. Hmmm… w sumie rogi są w pytkę. A robota to robota. Mam się spotkać za niedługo u Danny’ego z Johnsonem. Na kacu udaje mi się zbić stawkę Jojo do 4%. To oznacza, że wszelkie siły na ziemi i w niebiosach sprzysięgły się, żeby nie pozwolić mi spać.
Dzwonię oczywiście do Jimmiego – sprawdzam kontakt. Słysząc imię orczycy Jimmi rozpromienia się. Znaczy, że ją chędoży. Dobrze więc, należy ruszać.
Po małej szklaneczce whisky zaczyna mi się rozjaśniać w głowie. Przestaję słyszeć tam stado dzikich mew. Biorę prysznic, zbieram się. Aż się sama zaskakuję jak szybko mi idzie!
Siedząc na motorze, w drodze na spotkanie, obdzwaniam resztę. Nie są zachwyceni, ale kasa nie śmierdzi, więc na pewno zbiorą tyłki. Najgorzej z White, bo biedna zasuwa komunikacją miejską.
U Danny`ego jest jak zawsze przytulnie. Witam się z wieloma stałymi bywalcami, czekam, aż zbierze się moja ekipa. Puszczam też całusa do Danny`ego Juniora, który na mój widok czerwieni się jak dziewica. Kiedyś coś z tym zrobię. Teraz jednak praca.
Johnson czeka w osobnej loży. Na wejściu stoi kark. Góra mięsa. Mhmm… chyba jednak impotent, bo niewrażliwy na moje wdzięki. A sam Johnson jest sporym zaskoczeniem. Tego uśmiechu jak z reklamy pasty nie da się zapomnieć – oto zleceniodawcą jest Mr Smiley z MegaMart. Robota niby prosta, ale czasu mało. I tak, uwielbiam palenie magazynów.
Elmerson ma się dowiedzieć, gdzie to jest. W końcu nie od parady ma te swoje zabaweczki.
Ja z White ruszamy spotkać mój kontakt – Fitzpatricka, z którym od lat współpracuję. Fitz jest radnym w NY. Co prawda czasem mam wrażenie, że straszny z niego sęp, ale za to ma sporo znajomości. Spotykamy się w klubie. Oczywiście najpierw trzeba przekabacić karka i zostawić broń.
Dostajemy też wiadomość, gdzie są te cholerne magazyny. No dobrze. Ludzi tam jest masa. Większość wygląda co najmniej dziwnie, śmierdzi potem, fajkami i trawionym alkoholem. Muszę to przepić. Fitz czeka na nas w całym tym burdelu. Pomoże. Jak na sępa przystało utargował 7%, bo niby córka na studia… Dobrze wiem, ile zarabia ta zaraza, ale nie mam ochoty polemizować. Rozstajemy się, udając, że wcale się nie widzieliśmy.
Po powrocie próbujemy ustalić jakiś plan. Staje na tym, że puścimy White z częścią materiałów wybuchowych w nad magazyn. Niech tam lewituje i spróbuje wpuścic to przez komin. Drugą turę mamy tam wtargać z Ekmersonem jako kontrola przeciwpożarowa. Reszta ma ogarniać operację chaos i obstawiać magazyn z zewnątrz. Udaje się załatwić gaśnice, a rozochocona White ciągnie mnie do miasta. Nie dam się dwa razy prosić – miłego wieczoru panowie. Mam nadzieję, że plastik dostarczy wam rozrywki!
W klubie na Brooklynie też jest duszno. Śmierdzi tym samym. Znowu przepijam. Obserwujemy z White towarzystwo. W sumie bardziej ja niż ona, bo widzę, jak unosi się nad parkietem podpalając ludziom drinki. A szczególnie jednej pani. Więc chędożenie na dziś zaklepane. Mam nadzieje, że pani ma środek transportu, bo może być zabawnie, jak będą wracać komunikacją miejską.
A klub aż wrzy. Zaginął mu właściciel. Rozpytuję tu i tam. Znany gość – muzyk. Nawet kojarzę kilka jego utworów. Trzeba będzie bardziej zainteresować się tą sprawą.
Tymczasem czuję na sobie lepkie spojrzenie. Konkretnie na tylnej, zaokrąglonej części mnie – tej tuż poniżej pleców. Przystojny ork podchodzi i nawiązuje rozmowę. No to ja też mam chędożenie. Trzeba wracać.
Wieczór piękny, jazda przez Brooklyn mniej piękna, najmniej piękne ścigające nas motory. Z oddali rozpoznaję co to i krew się we mnie gotuję – Human Brotherhood. Walka nie trwa jednak długo. Ktoś z nas lekko oberwał, ale ani ja z moim orkiem, ani White ze swoją panią (pani ma fajny motor!) nie odnosimy poważnych obrażeń. Za to udaje nam się poważnych obrażeń dokonać, a wręcz rozsmarować napastników. Nie pozwoliłam, by ktokolwiek uszedł z życiem. Wiedząc, że kolejne chwasty zostały wyrwane spokojnie udajemy się do domów. To był całkiem miły wieczór…

View
Happy Black Friday
Tak to się zaczęło

Uwielbiam te wieczory kiedy mogę sobie tak siedzieć i grać. Nie to, żeby ich było niewiele…ale każdy jeden tak samo cenię! Po części nienawidzę całego tego plebsu po drugiej stronie sieci… Za to co mi zrobili, za to na jaką banicję mnie skazali, za to że już nigdy nie będę się mógł w tym świecie pojawić jako ja. I to pod jakimi śmiesznymi pretekstami… A chuj tam, teraz i tak mogę się nad nimi dalej pastwić, nooby jedne, szkoda tylko że nie wiedzą, że ja to ja.

Siedzę i gram, uwielbiam to. Mogę to robić godzinami… jak to jest, że inni tego nie rozumieją?! Ocho, dzwoni Comm.. no pewnie, Rylian. Pierdolę nie odbieram, na pewno znowu coś ode mnie chce. Co?? Już popołudnie?? Kurwa, dopiero co siadałem do gry i była 23! No zdupiaj (ponownie wciska rozłącz). A może pownienem odebrać, jak trochę nie zarobię to mnie stąd wydupczą i jak ja będę płacił za te wszystkie fake konta. Odbieram połączenie, jest i robota, tylko po co ja muszę chodzić z nią na te spotkania? Ona się nigdy nie nauczy, że chodzenie samemu z tak drogim deckiem może się kiedyś skończyć nie dotarciem na spotkanie. Może powinienem zamieszkać z tym pół elfem, pół robotem, robocop 2075 hehe, no może bez tego softu o moralności i prawości…

W knajpie wszystkie ryje takie same, oprócz zleceniodawcy. Niby taki anonimowy, a wszyscy wiemy, że to Mr Smiley z MegaMart. Tak sie tutaj zakamuflował, że równie dobrze mógł ubrać te sztuczne okulary z wąsami. Dobrze, że chociaz robota konkretna. 20 patyków piechotą nie chodzi. Na mnie jak zwykle pora zaraz na początku, trzeba zlokalizować nasz cel. Mam trochę czasu, więc stabilnie na CR wbijam do Matrix’a i zaczynam od searcha. Zlokalizowanie Hosta nie było trudne, w końcu nasz cel to oficjalna firma. Jak każda taka ma też nieoficjalne pliki, ale to za chwilę. Nakładam marka i wchodzę. Jest łatwo, za łatwo. Szukam troszkę głębiej, oczywiście tutaj jest już ochrona. Po wirtualnym hangarze przechadza się wielki głupi bot ochronny. Omijam go łatwo i nakładam marka na plik, który wydaje sie interesujący. Taki chuj… Nie udało się, bo jestem debilem. Miałem przeciez ustawić code slingera na Brute Force. Tępe bydle mnie zauważyło i woła kolegę. 2 na jednego, gnoje. Nie będę się z Wami bił, mam jeszcze w sam raz czasu, żeby nałożyć marka, kopiować dane i nawiewać. Duży tępak atakuje i nie trafia. Dobra nasza, niestety jego sympatyczny kolega z toporem ma celniejszą rękę i trochę obrywam. Tym razem udaje mi się nałożyć marka, ach ta adrenalina! Kopiuję dokumenty i dostaję kolejny cios – tym razem bronię na full matrix defense. Całe szczęście, że zdążyłem, bo mogło zaboleć. Nie ma już czasu na delikatne wycofanie, panowie ochroniarze widzą mnie dobrze i wyraźnie. Targam za wtyczkę i wypadam z matrixa… Prosto w łapy robocopa 2075. Udziela mi doraźnej medycznej pomocy, jak się za chwilę okazuje nie za darmo. Już wyciąga te robołapy po stówkę. Nie ma tak dobrze, jak będziesz uzupełniał apteczkę to się poskładamy!

Godzine później już wiem czemu mnie tak szybko poskładał. Żadna tam braterska miłość. Znowu muszę coś robić. Wszystko muszę za nich odwalać, żebyśmy się potem mogli sprawiedliwie po równo podzielić… Siedzę wieczorem z Arkiem i zamiast bić nobów to pokazuję mu jak wciskać materiały wybuchowe do gaśnic… W tym czasie White i Rylian jadą załatwiać ważne sprawy na mieście. Już ja wiem jakie to sprawy, znowu je swędzi i jadą się zabawić. Jej telefon za kilka godzin tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu, wdały się w jakąś drakę z Human Brotherhood i mamy jechac je wspomóc. Normalnie bym palcem nie kiwnął, bo taki ze mnie wojownik jak z koziej dupy trąbka, ale na miejsce dowieźć mnie miała motorkiem podopieczna Arka. Kilka minut wtulania się na ciasnym siedzeniu, no ja sobie nie odmówię! Niestety zanim dobiegliśmy do garażu Rylian dała znać, że już po wszystkim. Ech, wieczór mógł się jeszcze tak ładnie rozwinąć. Zamiast tego, pewnie do rana będę tu siedział i wciskał plastik przez za ciasne dziurki…

View
Happy Black Friday Cz. I

10:00 25 listopad 2075

Rylian obudziło poranne połączenie z nieznanego numeru. Okazało się, że Jojo – fixerka z Bronxu ma robotę dla elfki i jej ekipy. Spotkanie z Johnsonem zostało umówione w pubie „U Danny’ego”, znanym w cieniach miejscu spotkań.

Tego wieczoru nie wszyscy byli osiągalni, dlatego na spotkanie stawili się: Rylian – buźka grupy, Ark – uliczny samuraj, White – bojowy mag, Mr. Elmerson – decker oraz cicha i małomówna elfka będąca grupowym specem od włamań. Johnson okazał się, nie być całkowicie anonimowy, gdyż drużyna od razu rozpoznała w nim Mr. Smiley’a – twarz i rzecznika prasowego korporacji handlowej MegaMart.

Zlecenie jest proste, zniszczyć magazyn wynajmowany przez Happy Bullseye Sales, w którym znajdują się towary przeznaczone na Wyprzedaż, odbywającą się w Czarny Piątek. Dzięki brawurowej akcji Mr. Elmersona w Matrycy, grupa dowiedziała się, że magazyn znajduje się na Rikker’s Island, zatopionej w połowie wyspie pomiędzy Brooklynem i Bronxem. Można tam dostać się tylko promem kontrolowanym przez Lone Star.
W tym samym czasie Rylian i White udały się na spotkanie z radnym Fitzpatrickiem, kontaktem Rylian w Radzie Miejskiej. Elfkom udało się uzyskać papiery pozwalające im na dostanie się na wyspę pod pozorem inspekcji przeciwpożarowej.

26 listopad 2075

Mr. Elmerson oraz Ark zdobyli gaśnice i zaczęli napełniać je materiałem wybuchowym dostarczonym przez Johnsona. W tym czasie dziewczyny postanowiły zabawić się zanim zaczną zajmować się robotą. W Firestorm Arcade – klubie oraz salonie gier Rylian dowiedziała się z plotek, że właściciel knajpy, Firestorm, frontman orkmetalowego zespołu Maim Engine zniknał i nikt nie widział go od tygodnia. Prawdopodobnie ukrywa się, razem z zespołem i nagrywają płytę, stali bywalcy jednak są zaniepokojeni. Wycieczka na Bronx skończyła się dwoma zdobyczami seksualnymi (elfką dla White oraz dorodnym gangerem Ancients dla Rylian) oraz trzema martwymi motocyklistami z gangu Human Brotherhood.

Jest 02:30 27 listopada 2075…..

View
Aktualizacja MG: Czarny Piątek!

W najbliższym czasie (na sesji Wilkołaka ustaliliśmy, że będzie to przyszły czwartek 2.10.2014 w Goblinie bo nie mamy w mieszkaniu dość miejsc siedzących) nasi shadowrunnerzy zmierzą się z jednym z koszmarów UCAS, Czarnym Piątkiem. W czasie kiedy całe UCAS ogarnięte jest szałem zakupów, przecen, prezentów i przygotowań do zwieńczenia okresu świątecznego, a konsumenci stoją w kolejkach ustawiających się od kwietnia, łatwo jest znaleźć pracodawcę, który pragnie aby to jego towary były najlepiej sprzedającymi się prezentami tego sezonu. Co za tym idzie korporacje są w stanie dobrze zapłacić aby coś przykrego stało się ich konkurencji..

Chrome Enigma

View

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.