Triads Inc.

Mayhem in the slums

Wcale nie dzwonię o dziwnych godzinach

Przed spotkaniem z wampirami robimy zakupy. Worek na zwłoki z termoobiegiem (nice one), lusterka na kijach, granaty z farbą, granaty poślizgowe, lampę UV i chyba tyle… Ark bardzo chce uczyć nas taktyki małych jednostek. Komenderuje niczym Piłsudski. Ją zamykam i otwieram buzię na przemian, ale zatkało mnie tak, że nie zdobywam się na żaden sprzeciw.
Zostaliśmy też przydzieleni do określonych zadań. Ja zastępuje White jako medyk. I mam nie dać się zabić. Zostałam też wyznaczona do obrony Doriana i Elmera. Nie wierzę, że Ark pokłada we mnie aż takie nadzieje. Mam wejść z dronami. O bogini, chyba wszystko zapamiętałam.
Międzyczasie naszą uwagę zwraca nową reklama Shiawase. Broń laserowa. Taka sama, jaką znaleźliśmy pod marką Aresa w magazynie przed czarnym piątkiem. Hmmm… Co z tym zrobimy. Pada pomysł, żeby iść do Aresa i powiedzieć im, że jesteśmy świadkami tego, jak uczyniono z ich broni podróbę w Shiawase. Ok, poczekajmy, i tak mamy dostać od nich kontrakt.
Wracając do wampirów.
Chcę skontaktować się z Vivian. Spotkać się z nią, a w tym czasie reszta zasadzi się pod gniazdem. Nie wierzę, że ma złe intencje. Myślę, że ratowała Firestorma i że uda się uniknąć rozlewu krwi. Jeśli się nie uda, to reszta będzie miała nadal element zaskoczenia, więc mają jakieś (choć minimalne) szanse zrobić rozpierduchę.
White musi sprawdzić ślad magiczny zostawiony przez wampiry. Okazuje się, że zostawiono tam ducha strażniczego. Na szczęście White go załatwiła, ratując nasz element zaskoczenia. Ale boli ją to, bo duch wyglądał jak śliczny króliczek. Ta kobieca wrażliwość. A myślałby kto, że jest zupełnie przereklamowana.
Elmerbash znajduje Vivian. Problem w tym, że ona jednak już wie, że została znaleziona. Proponuje spotkanie w 4 oczy przed ich siedzibą. Moja ekipa protestuje mocno, zgadzam się więc zabrać ze sobą Zbiga. Jakoś wytłumaczę to Vivian. Moi towarzysze niedoli (sic!) uparcie wciskają mi, że zginę. Ja natomiast wierzę w potęgę dyplomacji. Tak. Wierzę. Przynajmniej zazwyczaj.

Udaje się przekonać Vivian! Miałam rację! W dodatku cwaniara ma kontakt z Shadowaxem. Wie, że chcemy pomóc i zgadza się, aby go zabrać. Okazuje się nawet całkiem fajną dupą. Wymiana przebiega bez zakłóceń. Dostajemy nawet VIP passy na koncerty do końca roku.

Chwilę później dostaje telefon. Od Bobiego Changa. Pan Nakamura ląduje pojutrze. Wyścigi! Jasna dupa. Tak mało czasu! 4 rano na JFK. Drugi telefon odbiera Ark. Coś się dzieje z Kate. To jakby od razu dostaje priorytet. Jedziemy po nią. Mail przyszedł z mieszkania Nuali. Urządzenia tam wariują. Kate leży na fotelu, wygląda jak w matrixie. Panowie przeszukują sprzęty. Jest o jedną ikonę za dużo. Znajdują ją koło mnie. Chyba mamy do czynienia z technomancerem. A tym technomancerem jest sama Kate… Cios pałką przez głowę jednak i na technomancerów działa.
Okazuje się że Ark z Kate uciekają przed korporacją EVO. Powodem są ponoć genetyczne markery, które są korporacji potrzebne do testów… Wiem, że nie mówi wszystkiego, rzuca półprawdami, ale i tak… Biedni. Ares obiecał im pomoc. Więc zostali…
To, co stało się teraz z Kate nigdy wcześniej nie miało miejsca. Przenosimy ich do Elmera, bo cokolwiek to było miało związek z matrixem.
Technomanci to magowie w Matrixie. To, co widzieliśmy prawdopodobnie było “wynurzeniem”. Odkrył się jej talent.
Kolejny telefon. Tym razem kontakt z ramienia Aresa. Mamy się spotkać za 2 dni. Nie bardzo protestuję, bo i tak nie mamy wyjścia. Szalone tempo wydarzeń porywa nas.
Kontaktuję się jeszcze z Jimmim, który obiecuje, że uda się załatwić jakiegoś technomancera dla Kate. Mała musi się szkolić. A wyścigi to już kwestia dla JoJo. Ma spore pretensje, że dzwonię o nieludzkich godzinach, ale zgadza się pomóc. Nie wiem, co dziwnego jest w 3 nad ranem :)

Comments

g0trrI d00mka

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.